Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banany. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 sierpnia 2011

Placki jogurtowe z bananami

Prawie nigdy nie trzymam się ściśle litery przepisów. Ot, taki kaprys, żeby każdy przykroić do własnych upodobań smakowych, naszyć łatkę z ulubionych składników, zwęzić lub poszerzyć albo w ogóle przewrócić na drugą stronę, podszewką na wierzch. Z różnym skutkiem, najczęściej pozytywnym; kuchnia to przecież nie laboratorium chemiczne, ani nie plac budowy przeprawy mostowej, ani nie sala sądowa. Zwykle kombinowanie, mataczenie, zostawianie własnych odcisków palców i oszukiwanie przepisów przynosi dobre rezultaty (może z wyjątkiem paryskich makaroników, ale o tym kiedy indziej...). Jednak czasem zastanawiam się, jak smakowałaby potrawa w oryginale, bez żadnych przeróbek - może ja sobie sama robię krzywdę modyfikując status quo od razu, nie dając szansy autentykowi.
Dzisiaj rano byłam w nastroju na mały eksperyment: ścisłe podążanie za przepisem na jogurtowe placuszki. Idealne na śniadanie. 

Fot. Kamila Mianowicz
Byłam głodna, więc wyszukiwanie przepisów w sieci ograniczyłam do minimum. Skorzystałam z tego, zachęcona rangą autora (Mistrz Kuchni!) i pozytywnym komentarzem - widać ktoś już te placki robił i był zachwycony.
W efekcie pierwsza patelnia wylądowała w koszu na śmiecie (bardzo, ale to bardzo nie lubię marnować jedzenia). Podana w przepisie ilość mąki (4 łyżki) okazała się niewystarczająca - placki były bardzo delikatne, nie trzymały kształtu i praktycznie niemożliwe było przerzucenie ich na drugą stronę. Może to moja wina, może coś zrobiłam nie tak, może powinnam była bardziej się przyłożyć do smażenia... W każdym razie nie pozostało mi nic innego, jak zmodyfikować przepis i uratować resztę ciasta.
Dodałam jeszcze 5 łyżek mąki, łyżeczkę proszku do pieczenia, nasiona z połowy laski wanilii i drobno poszatkowanego banana, bardzo dojrzałego (tak bardzo, że pewno jutro nadawałby się tylko do wyrzucenia), oraz łyżkę oleju rzepakowego - aby wyeliminować natłuszczanie patelni. Wyszło znakomicie. Placki jogurtowe z bananem na stałe zagoszczą w moim repertuarze śniadaniowym, choć następnym razem prawdopodobnie dodam do ciasta łyżkę masła orzechowego. Albo zmieszam osobno składniki mokre i suche, jak przy pieczeniu muffinek. Nikt przecież nie każe mi ściśle trzymać się litery przepisu...

Fot. Kamila Mianowicz

Składniki:
200 g jogurtu naturalnego
1 jajko
9 łyżek mąki tortowej (nie płaskich, ale i nie czubatych)
łyżka cukru lub cukru pudru
drobno poszatkowany dojrzały banan
nasiona z połowy laski wanilii lub łyżeczka cukru waniliowego
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżka oleju

Wszystkie składniki dokładnie łączę za pomocą ręcznego miksera (średnie obroty) lub łyżki. Smażę na rozgrzanej patelni teflonowej, około 1 minuty z każdej strony lub do uzyskania złotej barwy. Tym razem podałam z cukrem pudrem, ale placki będą także wyśmienite z owocami, bitą śmietaną, syropem klonowym, czy konfiturą.

Bon appétit Messieurs Dames!

niedziela, 14 sierpnia 2011

Crepes czyli naleśniki po francusku

O naleśnikach pisałam już kilkakrotnie (choćby tu, tu i tu) i pewno nie raz jeszcze pisać będę. Co tu dużo mówić - uwielbiam je za wszechstronność, możliwość nieograniczonego eksperymentowania, dziesiątki odmian i to, w jaki sposób słowo "pancakes" brzmi w ustach mojego mężczyzny w niedzielę rano. Dzisiaj będzie o naleśnikach idealnych, jedynych w swoim rodzaju, wyrafinowanych i spełniających wymagania francuskiego podniebienia. Dzisiaj będzie o crêpes sucrées czyli o dużych, cienkich, słodkich francuskich naleśnikach. Im większe, tym lepsze.


Menu naleśnikarni, Lyon, Francja. Fot. Kamila Mianowicz

We francuskich restauracjach i malutkich jednoosobowych naleśnikarniach na wolnym powietrzu zawsze króluje specjalna patelnia do przyrządzania naleśników - zupełnie płaska, ogromna, umożliwiająca rozprowadzenie cienkiej warstwy ciasta na jak największej powierzchni. Taki cienki naleśnik wymaga zaledwie kilkunastosekundowego smażenia, i sam w sobie wygląda bardzo apetycznie, ale i tak w końcowym rozrachunku najbardziej liczy się jego wnętrze (o moim stosunku do wnętrza i zewnętrza można przeczytać między innymi tu).

Fot. Kamila Mianowicz

Podstawowa wersja crêpes to mąka, jajka, półtłuste mleko, płynne masło i szczypta soli. W słodkiej wersji dodaje się także nieco cukru, nasiona wanilii i chlust rumu Negrita. My, czekoladowe łasuchy, najbardziej lubimy crêpes nadziane czekoladą (co oczywiste) i owocami - bananami, kiwi, truskawkami, borówkami, malinami... w zasadzie każda kompozycja jest pyszna. We Francji króluje oczywiście nadzienie w postaci kremu z kasztanów jadalnych - bardzo słodkich - gęste, brązowe i specyficzne w smaku.

Fot. Kamila Mianowicz

Fot. Kamila Mianowicz


Składniki na ciasto:
150 ml mleka
1 jajko
45 g mąki
szczypta soli
10 g roztopionego masła
kilka kropli esencji waniliowej
2 łyżeczki białego cukru
łyżeczka rumu Negrita

Składniki na bananowo-czekoladowe nadzienie:
2 paski czekolady gorzkiej
2 dojrzałe banany
100 ml śmietany kremówki
łyżka cukru

Crêpes: W misce mieszam wszystkie sypkie składniki - mąkę, cukier i sól. W dużym naczyniu ubijam za pomocą miksera mleko i jajko, stopniowo dodając pozostałe płynne składniki - esencję waniliową, rum i roztopione masło. Zmniejszam obroty miksera i do płynu wsypuję w kilku partiach suche składniki. Nie zawsze dodaję całość mąki - w zależności od wielkości jajka, wilgotności powietrza i wielu innych czynników, których nie potrafię zidentyfikować - redukuję lub zwiększam jej ilość tak, aby uzyskać dość płynne ciasto, zdecydowanie mniej gęste niż podczas przygotowywania tradycyjnych naleśników polskich lub amerykańskich pancakes.
Podobno crêpes wychodzą najlepsze, jeśli pozwoli się ciastu "popracować" w spokoju przez co najmniej 30 minut przed rozpoczęciem smażenia. Ale ja rano jestem zbyt niecierpliwa (zresztą generalnie cierpliwość została mi oszczędzona podczas rozdawania zalet) - przyznam się, że w trakcie miksowania ciasta rozgrzewam patelnię, aby stracić jak najmniej czasu...
Naleśniki smażę na największej teflonowej patelni, jaką posiadam. Nalewanie ciasta rozpoczynam od brzegów patelni (gdy przygotowuję pancakes, zaczynam od środka) i tak manewruję naczyniem, aby ciasto szybko pokryło cały spód. Czasem pomagam sobie łopatką - ciasto powinno być cienko i równo rozprowadzone. Smażę z obu stron po kilkadziesiąt sekund, do uzyskania złotego koloru.

Nadzienie: W kąpieli wodnej roztapiam czekoladę i smaruję nią crêpes - niezbyt obficie, jest bardzo aromatyczna i wyrazista w smaku. Na naleśnikach układam w rządku grube plasterki banana i zwijam w rulonik - w końcu nazwa crêpes wywodzi się od łacińskiego słowa oznaczającego rolowanie. Podaję z ubitą na sztywno śmietaną kremówką, osłodzoną łyżeczką cukru.

Bon appétit Messieurs Dames!