poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Maliny na zimową porę - mrożenie

W tym roku po raz pierwszy podeszłam poważnie do kwestii gromadzenia zapasów na zimę. Pomimo zimnego i deszczowego lata, owoców mamy tak dużo, że nie jesteśmy w stanie ich wszystkich zjeść - to po pierwsze. Po drugie, nigdy wcześniej nie znałam mężczyzny, który z taką ochotą zamykałby lato w słoikach i butlach (na przykład takich) i robienie tego razem z nim to dla mnie wielka frajda. I w końcu - powód chyba najważniejszy - mnie samej spodobał się pomysł sięgania po własnoręcznie przygotowane nalewki, konfitury, mrożonki, galaretki, pikle i czatneje. Odstawianie gotowych słoików na półkę w kuchni ma w sobie coś z magicznego rytuału; robiąc to, czuję się trochę tak, jakbym powracała do korzeni, do przeszłości. Jednocześnie to obietnica na przyszłość - bo zawsze będzie można sięgnąć po cząstkę wakacji - i synonim bezpieczeństwa, które w mojej głowie w dziwny sposób skojarzone jest z pełną spiżarnią.

Fot. Kamila Mianowicz
Maliny w tym roku zaczęły owocować na początku sierpnia i nie przestaną do końca września. Kilogramy zrywane prosto z krzaków wylądowały w naszych żołądkach i przyznam się, że jestem już bliska stanu przejedzenia. Te, które przynoszę do domu, przerabiam na zimowe zapasy - na trzy sposoby.

Za jakiś czas napiszę o soku malinowym i mrożonym musie owocowym, a dziś czas na sposób pierwszy - mrożenie całych owoców.

Dorodne, nieuszkodzone maliny układam pojedynczo na płaskim mrozoodpornym talerzu i wstawiam na noc do zamrażarki. Układanie owoców trwa bardzo długo, ale daje gwarancję, że owoce nie zbiją się w trudną do rozmrożenia i mało apetyczną masę.
Następnego ranka przekładam je do plastikowych pojemników. Wykorzystuję opakowania produktów spożywczych - serka mascarpone, lodów, rodzinnego opakowania serka wiejskiego - które zbieram w specjalnie do tego przeznaczonym kartonie. Mój chłopak śmieje się ze mnie, że jestem jedyną osobą, która pudełka wkłada do pudełek, by następnie zamknąć je w kolejnym pudełku.
Zamrożone maliny można przechowywać do 12 miesięcy, ale założę się, że moje znikną przed gwiazdką.

Fot. Kamila Mianowicz

I jeszcze drobna uwaga:Mycie malin może spowodować ich uszkodzenie - są bardzo delikatne - poza tym nasiąkają wodą, dlatego nigdy tego nie robię. Co prawda mam pewność, że moje maliny nie zostały niczym opryskane i trafiły do mojej kuchni wielkości pudełka na buty prosto z krzaka. Ale z drugiej strony zwykłe przepłukanie pod zimną bieżącą wodą nie usunie z owoców pestycydów ani innych chemicznych środków pielęgnacji roślin.

7 komentarzy:

  1. Mrożone malinki będą jak znalazł zimą , do koktajli , deserów , ciast . Pycha !

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się też powoli maliny przejadają :) chyba też zacznę zbierać zapasy na zimę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Maliny są cudowne, wiadomo. :) Czy warto mrozić te kupione w sklepie od w sumie obcego producenta?

    OdpowiedzUsuń
  4. Renato ! pingwinko7 ! zimą nie ma nic lepszego niż porcja malin, pychota !

    poswix ! warto, gdybym nie miała własnego źródła malin, na pewno wykupiłabym pół stoiska w moim ulubionym sklepie (wiem, że kupują od polskiego dostawcy a maliny są słodkie); rzadko kupuję maliny na targu, ponieważ najczęściej są "zdefasonowane" i na spodzie pojemników gromadzi się sok

    OdpowiedzUsuń
  5. super pomysł na mrożenie owoców! wyglądają jak oszronione :)

    OdpowiedzUsuń
  6. EVE ! mi osobiście bardzo podoba się efekt oszronienia :) pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie pierwszy raz mrożę maliny :) Kupiłam je suchutkie na targu w papierowych kartonikach po 0,50 kg każdy i... z braku czasu "na próbę" wsadziłam je całe do zamrażarki (w tych pudełeczkach). Po 6-ciu godzinach wyjęłam, lekko puknęłam o stół i... każda malinka zamrożona osobno bez śladów zgniecenia - przesypałam do woreczków i teraz już mogą czekać do zimy. Pozdrawiam. (Taki sposób sprawdza sie też przy mrożeniu jagód).

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za komentarze :)